poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Nie wiem dlaczego piszę tego posta

Popchnięta bodźcem typu wino czerwone z wyraźnie wyczuwalną nutą cynamonu (polecam ja alkoholik nr 1 w Edynburgu) piszę posta.

Poszperałam w postach osób, które miałam zapisane w obserwowanych, którym komentowałam regularnie jeszcze kilka miesięcy temu i zaobserwowałam dokładnie to, czego się spodziewałam.
Większość z Was żali się, że przytyło 4 kg, niektóre płaczą, że dobiły do 70-parę kilo. Zwłaszcza te, które chciały lub było jeszcze niedawno w amoku wychwalania Any.
Niektóre skasowały blogi, niektóre skasowały posty pewnie zastanawiając się od wielu dni co by tu napisać bądź czy w ogóle wrócić.
Ogólnie rzecz biorąc te, które miały w sobie choć trochę optymizmu i odchudzały się zdrowo, motywowały resztę dziewczyn chyba zniknęły - wielka szkoda.
Tym czasem ja napiszę Wam co stało się u mnie - nie mając bladego pojęcia czy w ogóle ktoś to przeczyta. Nie ważne. Mam teraz taką potrzebę.

W lutym/marcu miałam zamieszkać w Szwajcarii, ale pomijając kolejne miesiące niezależnie ode mnie śmiesznie spierdolonego życiorysu pod koniec maja wyprowadziłam się z miłością mojego życia do Szkocji. Kocham to miejsce. Podczas gdy w Polsce zaczęły doskwierać nam upały, ja odleciałam do miejsca, gdzie codziennie niemal po twarzy smaga mnie irytujący drobny deszcz, a wiatr niekiedy niebezpiecznie spycha mnie pod pędzące lewostronnie autobusy.

Jak to bywa z cipowatymi osobami takimi jak ja, przylatując tu miałam plan załapać dosłownie jakąkolwiek pracę. Nie skupiłam się więc na spełnianiu ambicji, ale na zarabianiu pieniędzy. Takim oto sposobem niemal świeżo upieczona pani magister do niedawna pracująca jako technolog specjalista zaczęła swoją karierę w housekeepingu w jednym z najbardziej obleganych hoteli w centrum Edynburga. Właściwie wśód pracowników śmiejemy się przez łzy, że to takie małe Auschwitz.

Mimo, że zaczęłam po tej pracy nadrabiać jedzeniem, nieraz jedząc dwa obiady dziennie udało mi się schudnąć (dla mnie tylko trochę, dla znajomych strasznie). Do tego ścielenie dziennie kilkunastu wielkich łóżek, mycie pryszniców, kibli, podłogi odkurzanie i inne czynności przysporzyły mi lekko widoczne już mięśnie ramion i nóg, a ciągłe chodzenie po schodach i 25 minutowe spacery pod górkę do pracy dały mi całkiem niezły wstęp do brazylijskich pośladków.

Już po miesiącu pracy w housekeepingu, mimo obżerania się niejednokrotnie chipsami o 23 moje wymiary wyniosły tyle, ile po ostatniej 7-dniowej głodówce (czy tam 6 nie pamiętam, ale jednak imponująco nieprawdaż?).

Po nieco ponad 2 miesiąc pracy w sprzątaniu, z racji na moje umiejętności komunikacji w języku angielskim przeniosłam się na śniadania i bar, co dało mi możliwość w końcu rozmawiania w lokalnym języku z gośćmi i szkockimi kolegami z pracy. Spełnienie marzeń. Nawet wisi mi to, że będę zarabiać mniej niż na sprzątaniu. Wszystko jest lepsze od szorowania brudów.

Mimo, że zarówno w housekeepingu jak i gastronomii dostałam uniform w najmniejszym rozmiarze jaki mogli zamówić, jest on na mnie za duży - wyobraźcie sobie euforię.




P.S. Wszyscy mówią mi, że jestem drobna. Znajomi przylatujący z Polandii mówią "Mary, aleś ty zmalała!" Ale ja i tak im nie uwierzę.


I wiecie co mnie denerwuje najbardziej? Myśl, że za tydzień lecę na ponad tydzień do Polski i będę słuchała o tym, jak to nie schudłam. I "zjedz coś jeszcze", albo tak jak mój "teść" na skajpie "a ty w ogóle jesz coś?". Nawet jak to piszę, to już się wkurwiam!'

Ale ogólnie, to jest zajebiście.





Mimo, że wczoraj, pierwszy raz od zimy, przecięłam sobie udo. W sumie to nawet nie wiem czemu. Chyba byłam zdenerwowana czy coś. Cały dzień mam moralniaka. Szkoda mi tylko mojego ukochanego, który robi wszystko, żeby uczynić mnie szczęśliwą. To najwspanialszy człowiek jakiego znam. Mówię Wam.





Nie wiem, czy jeszcze któraś z Was mnie przeczyta. Jeśli tak, dajcie znać, bo jestem gotowa pisać częściej, ale nie wiem czy ma to jakikolwiek sens.

Trzymajcie się moje drogie kruszynki, ściskam Was i całuję,
Wasza Marla

11 komentarzy:

  1. Jestem tu nowa, ale daję znać, że czytam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się ,że tak dobrze Ci idzie! Uważaj na siebie ,bądz dzielna:* Trzymaj się ciepło<3

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja chętnie poczytam, zwłaszcza, że ostatnio sporo się u mnie pozmieniało. :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Dlaczego zdecydowałaś się na wyjazd?
    Dzięki za ten post, trochę Cię czytałam wcześniej i patrząc z tej perspektywy to daje on sporą nadzieję
    Też uwielbiam gdy nie ma prażącego słońca.

    OdpowiedzUsuń
  5. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  6. Czekam na następny post i zapraszam do siebie.

    OdpowiedzUsuń
  7. Bo praca i życie to najlepszy odchudzacz.
    DAWNO nie czytałam nikogo. Właśnie sprawdzam, kto jeszcze żyje z mojej listy znajomych ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jejku dziewczyno nawet nie wiesz jak za tobą tęsknie ...

    OdpowiedzUsuń
  9. A może i Ty zechcesz wypowiedzieć się pod moim ostatnim postem? Wiem, że nie piszesz, ale tutaj jesteś. Mam nadzieję, że u Ciebie wszystko dobrze. Że u Ciebie lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  10. Czyżby milczenie było odpowiedzią? Uszanuję i taką odpowiedź.

    OdpowiedzUsuń
  11. uwielbiam twoje posty... wszyscy tesknimy!
    https://butterflylife4.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń